wtorek, 26 grudnia 2017

Rozdział IX - Witamy w Gotei 13!




Sen. Spokojny sen...
            Jak bardzo jej tego brakowało. Spokoju, ciepła i poczucia bezpieczeństwa. 
Była z rodzicami i rodzeństwem w parku.   
            Rodzinny piknik...
Szczęśliwe wspomnienie... A może to tylko figiel pogrążonego w letargu umysłu?
            Nie interesowało ją to. Chciała wzruszyć ramionami, ale po co?
Yuzu biegła za roześmianym Ichigo, który zabrał jej czapeczkę. Jej krótkie, tłuściutkie nóżki ledwo nadążały.
- Kochanie, nie drocz się z siostrą.- Głos jej matki był kojący, jednak stanowczy.
            Obserwowała rodzeństwo. Jej brat odwrócił się i oddał malutkiej Yuzu przedmiot. Po czym przytulił swoją siostrę. Wyraźnie nad nią górował wzrostem. Yuzu oplotła jego szyję chichocąc.  Karin podniosła się z koca i do nich podbiegła.
- Ichi-nii nie powinieneś tak lobić. - Upomniała brata. Ten tylko wyciągnął drugą rękę w jej stronę i przygarnął do siebie. Zaśmiała się szczęśliwie. Spojrzała z stronę rodziców, którzy siedzieli na kocu. Ojciec nic sobie nie robiąc z pełnego słońca spokojnie drzemał z głową na kolanach żony. Za to kobieta uważnie obserwowała swoje dzieci. Jej oczy wyrażały miłość i dumę. Promienie słoneczne odbijały się od jej miedzianych włosów. Albo to nie były promienie słońca, tylko ona sama wytwarzała wokół siebie świetlną aureolę.
            - Mamo...- Szepnęła Karin. Oderwała się od brata i ruszyła z powrotem w stronę rodzicielki. Misaki wyciągnęła dłonie przed siebie, chcąc pochwycić dziecko.
            Biegnąc co raz szybciej, nie zważała na nic. Liczyły się tylko te oczy, te włosy, ten uśmiech. Nagle stanęła na czymś, straciła równowagę i z pełnym impetem poleciała przed siebie.
            Otworzyła oczy.
Leżała na jakimś miękkim materacu. Delikatny materiał, którym była okryta, kojarzył się bardziej z pajęczą nicią, niż normalną pościelą.
- To zdecydowanie nie jest cela śmierci. - wycharczała do siebie przez zaschnięte gardło.
- Masz rację, aczkolwiek niewiele brakowało, byś miała tam pokój. - Odezwał się głos jej starszego brata.
- Ichi- nii...? Co ty tutaj robisz? - Zawahała się. - Co JA tutaj robię?
- Jesteś gościem w rezydencji Szacownego Rodu Kuchiki. Albo raczej pacjentem. Kiedy Cię tutaj wnoszono, ciężko było stwierdzić, czy w ogóle jeszcze żyjesz.
- Rukia!
Karin obróciła lekko głowę. Ujrzała swoich rozmówców. Jej brat ubrany w standardowy, ciemny strój shinigami, wyglądał zupełnie jak te kilka miesięcy temu, gdy latał za ziemskimi Hollowami po Karakurze. Jakby ich rozłąka nie trwała ponad ośmiu miesięcy, a zaledwie tydzień. Krótkie włosy jej brata starczały na wszystkie strony. Brązowe oczy posyłały pioruny w stronę młodej Kuchiki, która w tej chwili wystawiała mu język. U Rukii zauważyła większe zmiany w wyglądzie. Siedziała w granatowym kimono, podobnym do tego, w którym sama niedawno paradowała po Seireitei. Jej włosy były trochę dłuższe. Jej charakterystycznym kosmyk kruczoczarnych włosów swobodnie zwisał pośrodku twarzy. Jej wykrzywiona w stronę Ichigo twarz momentalnie spoważniała, czując na sobie wzrok panny Kurosaki.
Kogoś jej brakowało.
- Gdzie Yuzu?
- Śpi tam w kącie. - Ichigo wskazał głową na zwinięty kłębek po drugiej stronie pokoju. - Biedaczka padła ze zmęczenia. Nie za bardzo chciała jeść, ani pić. Pilnowała, by nic Ci się nie stało. Ani tym bardziej, by ktoś nieodpowiedni się tutaj nie plątał. Siedziała tutaj bez przerwy przy Tobie, ale w końcu sen ją zmorzył.
Karin spojrzała na bliźniaczkę z wdzięcznością. Delikatna i słodka Yuzu zapewne walczyła o jej bezpieczeństwo z zawziętością lwiego kociątka.
- Co się stało? Jak tutaj trafiłam? Co z ludźmi z tamtej sali?
- Nie przejmuj się nimi. Dupkom się należało.
Chłopak spojrzał w okno. Był wyraźnie wściekły na coś. A może na kogoś?
- Dopiero co świętowaliśmy zakończenie odbudowy stolicy po wojnie. Kto by się spodziewał, że wpadniesz z wizytą, a twój niestabilny emocjonalnie brat rozwali w strzępy Kwaterę Główną podczas zebrania wszystkich Kapitanów Gotei 13. Gdyby nie kapitan Hitsugaya, mogłoby się skończyć na śmiertelnych ofiarach.
Karin popatrzyła na Rukię z pytaniem w oczach. Ale to Ichigo jej odpowiedział.
- Zwołano nagłe zebranie. Już wcześniej krążyły plotki, że wdarł się intruz, ale dotychczasowo nie podejmowano jakiś specjalnych środków. Podobno sam się nawiną na ludzi z dwunastki. Mieli go przyprowadzić, przesłuchać i skazać, być może nawet na śmierć. Sądziliśmy, że to jakąś pozostała jednostka z popleczników Yhwacha. Kiedy Cię wnieśli... - Zacisnął mocno pięść, po czym uderzył w podłogę. Rukia posłała mu pełne zrozumienia spojrzenie. Lekko zacisnęła swoją dłoń na jego ręce. Niby nieznaczny gest, ale zauważyła, że Ichigo lekko sie odprężył. "Ciekawe..." - Pomyślała Karin.
- Podejrzewam, że nie wyglądałam zbyt wyjściowo. Zwłaszcza przy takich szychach.
- Nawet tak nie żartuj!
- Wyglądałaś jakby Cię przepuścili przez maszynkę do mielenia mięsa. - Dodała rzeczowo Rukia. Karin wybuchła śmiechem.
- I dokładnie tak się czułam.
- Przestańcie obie! Nie ma w tym nic śmiesznego! Cała ta sytuacja jest absurdalna! Karin... - Ichigo spojrzał jej głęboko w oczy. Brązowe tęczówki próbowały przewiercić te szare. - Nie powinno Cię być tutaj. Nie w tym stroju. Nie w tej postaci.
Karin poczuła, że coś zabolało ją w piersi. Powoli podniosła się z materaca. Potrzebowała chwili, by zebrać myśli. Rozejrzała się uważnie. Jasne ściany odcinały się od ciemnej, drewnianej podłogi. Po jej lewej stronie znajdowały się przesuwane zaszklone drzwi, wychodzące na przepiękny i rozległy ogród. Zauważyła również, że zewnętrzne ściany budynku są otoczone przez engawa (werandę). Mogłaby spokojnie siedzieć na niej i przyglądać się urokom otaczającej ją przyrody.
Odwróciła spojrzenie od ogrodu i spojrzała na Yuzu. Lekko skupiła się na jej energii. Była nikła w porównaniu do dwóch silnych ognisk reiatsu Ichigo i Rukii. Ale spokojna, jasna i ciepła. Zupełnie jak jej siostra.
- Karin...? - Jej brat przerwał ciszę. Doskonale zdawała sobie sprawę, ze nie może milczeć jak zaklęta. Spojrzała mu w oczy. A potem zaczęła mówić.


**********


Następny dzień przebiegał w spokoju. Jej brat zmył się późnym wieczorem, lecz obiecał zajrzeć w porze obiadowej. Rukia skomentowała, że mieszkając samemu nie chce mu się gotować. Alternatywą jest spożywanie posiłków na oddziałowej stołówce. Jednakże traci smak jedzenia, bo wszyscy się boją z nim gadać, a gdy sam zagada, to odpowiadają mu z nutą podziwu, lecz zachowując dystans. Mimo tych ośmiu miesięcy wciąż nie potrafił się odnaleźć do końca w roli Kapitana.
- W końcu, wbrew jego osiągnięciom, wciąż jest zwykłym nastolatkiem.
Spędzała więc przedpołudnie w towarzystwie siostry. Z lekkim dystansem słuchała jej opowieści o cudowności tego świata. Nie chciała jej psuć humoru opowiadając o okropieństwach zewnętrznych pierścieni Rokungai. Yuzu jest bardzo wrażliwa.
Słońce było już wysoko na niebie, świeciło mocnym i ciepłym blaskiem. Odpoczywała spokojnie siedząc na engawie i obserwując ogród posiadłości. Karin nie lubiła bezczynności, ale zdawała sobie sprawę, że jest zbyt osłabiona. Cudownymi metodami tutejszych medyków większość jej ran była już zagojona, a blizny były ledwo widoczne. Była pewna, że za kilka dni nie będzie po nich śladu, z czego bardzo się cieszyła. Mimo, że to było jej ciało duchowe.
Jej zaduma została przerwana przez otwierające się drzwi jej pokoju. Przez nie przeszły dwie osoby i kot. Karin spojrzała na Yoruichi z drwiną.
- Dzięki za ostatnie.
- A tam.- Odezwał się kot i podszedł do niej. Usiadł niedaleko, jednak na tyle, by Karin w pierwszym momencie nie była w stanie go dopaść.- Przesadzasz. Całkiem nieźle Ci szło. Byłam pewna, że wpadniesz 3 razy szybciej. No i ta ucieczka z jedenastki. Zaimponowałaś mi.
- Znaczy, że cały czas mnie obserwowałaś? I nie zrobiłaś nic!?
- Mała lekcja pokory na pewno Ci się przyda. Do tego nauczyłaś się kilku nowych rzeczy. Nie ma za co.
Karin przez chwilę analizowała sytuację.
- To wszystko było waszym planem. Twoim i Urahary. Wszystko. Moja wyprawa tutaj. Poszukiwania tych cholernych danych. Byłam... przynętą?
- Niestety napastnik się nie pojawił. Teoria Urahary obalona. Był pewny, że tylko jak narobisz szumu, to się pojawi. Zostawił Cię tamtego wieczoru na ulicy- znaczy ma co do Ciebie jakieś plany. Widocznie wiedział, że dzięki bratu nic Ci tutaj nie grozi. Albo wiedział o mnie, co jest niemożliwe. Nikt oprócz Ciebie i mojego brata nie wiedział o moim pobycie w Soul Sociaty.
- Czyli dałaś mnie skopać kilkukrotnie na darmo?
- Jesteś zła?
- Nie... Ale mogłabyś dać znać.
- Ty i twoje rodzeństwo jesteście beznadziejne w planach. Lepiej wam idzie improwizacja.
- Dzięki...?
- W każdym bądź razie moja rola tutaj skończona. Wracam do Świata Ludzi. Tutaj jest nudno. I drętwo. - Yoruichi spojrzała wymownie na dwie osoby stojące w drzwiach, które dotychczas się nie odezwały. Karin spojrzała na nie. Stojąca lakko z tyłu Rukia uśmiechnęła sie lekko do sióstr Kurosaki.
- Karin, to mój starszy brat i głowa naszego rodu - Kuchiki Byakuya.
Przeniosła wrok z dziewczyny na niego. Wczoraj nasłuchała się dwóch skrajnie różnych opinii o głowie rodu. Wersja Rukii przedstawiała go jako młodego boga, pełnego dystynkcji, szlachetności i innych pierdół. Ichi-nii opisał go zgoła inaczej, wymieniając całą litanię wad. Podsumował na końcu zdaniem: "- No dobra nie jest aż takim dupkiem. Ale przyznaj Rukia, że jest strasznie sztywny." Jakimś cudem patrząc na niego była bardziej skłonna tej drugiej wersji.
Istotnie mężczyzna prezentował się wspaniale w drogim płaszczu, przypominającym droższą wersję haori. Na jego długich i ciemnych włosach znajdowały się spinki, zapewne świadczące o jego statusie społecznym. Stał prosto, patrząc na nią z uwagą. Wydawał się spokojny i apatyczny. Jak przystało na Kurosaki, Karin nie przejęła się tym zbytnio.
- A więc Ty jesteś ten stary zrzęda Byakuya? - Zapytała.
Wzrok, który posłała jej Rukia powinien ją zabić. Dwukrotnie.
Mężczyzna jakoś się tym nie przejął.
- Widać, z kim dzielisz krew. Ale z wyglądu przypominasz mi dawnego znajomego. Jak ma się twój ojciec, Shiba Isshin ?
- Imię się zgadza, ale nazwisko ma Kurosaki. Ten stary pryk jest tak samo zidiociały, jaki zapewne był w dzieciństwie. Niestety nie ma na to leków. Dlaczego nazwałeś go Shiba? - To nazwisko już gdzieś słyszała, lecz nie pamiętała gdzie i od kogo.
- Takie nosił wiele lat temu. Nie przejmuj się tym. - Na chwilę zapadła ciężka cisza.- Chciałem dowiedzieć się, czy niczego Ci nie brakuje. Oraz o samopoczucie. Moi medycy zajęli się twoimi ranami, więc niedługo powinnaś był w pełni sił.
- Dziękuję, jest już dużo lepiej. Wciąż jestem osłabiona, ale z każda chwilą nabieram sił. - Czy ona podziękowała? Widać oczy Rukii działały dziś cuda.
- Dobrze. W razie jakichkolwiek potrzeb zgłoście to komuś ze służby. Możecie też osobiście mnie lub Rukii. Chcemy zapewnić Wam jak najlepsze warunki. - Skłonił lekko głową w stronię Yuzu. Ta uśmiechnęła się.
- Oczywiście, Byakuya-san! Dziękujemy za opiekę, którą nas obdarzyłeś. - Yuzu ukłoniła się w jego stronę z wdzięcznością. Karin tego nie zrobiła. Patrzyła na niego intensywnie, próbując coś odgadnąć z tej osoby pełnej sztywnego dystansu.
Mężczyzna nie był jej dłużny. Przyglądał się im dłuższą chwilę z uwagą. Zapewne porównywał obie siostry. W końcu jednak odwrócił się i rzucił na odchodne.
- To wszystko.- Drzwi same sie z nim zamknęły. Piwnie dla lepszego efektu.
- Rukia? - Starsza dziewczyna spojrzała na Karin. - Ichi-nii ma rację. Straszny z niego sztywniak.


**********


Minęły kolejne dwa dni. Grzecznie spędzała czas w łóżku, wedle zaleceń lekarza i zatroskanego Kapitana oddziału 8. Nie miała na to ochoty, ale zagrożono jej kolejnym zaklęciem związującym. Złe wspomnienia z poprzednich edycji tego typu sztuczek spowodowały, że w końcu splajtowała. Ichigo obnosił się z tym dumnie niczym paw. Rzadko kiedy miał okazję na wygraną z siostrą. Była jeszcze bardziej zawzięta od niego.
Kiedy w końcu dostała pozwolenie, właściwie musiała je uzyskać od wszystkich, mogła swobodnie udać się na zwiedzanie zaświatów. Dużym problemem stał się jej brat i, o dziwo, Kapitan Kuchiki. Obydwaj uważali, że mimo braku wcześniejszej interwencji z jego strony, jej napastnik może się ukrywać w Seireitei, dokładnie ją obserwując. Szczególny niepokój wywoływała u Ichigo świadomość, że ten osobnik go znał. Początkowo miała dostać pół oddziału 8 w ramach ochrony, ale skutecznie wyperswadowała to rudowłosemu.
"- Ichi-nii, twoi ludzie mają co robić. Nie wynajduj im nowych problemów. Potrafię się obronić. - Widząc jego uśmiech na twarzy, przyłożyła mu w ramię. Skrzywił się.- Sam widzisz. Z resztą jesteś tutaj na miejscu. Jakby cos się działo podwyższę reiatsu do maksimum, na pewno wyczujesz. Będziesz mógł zlecieć z całym Gotei.".
Z lekkim niepokojem, ale w końcu wyruszyła w nieznane. Tym razem w wersji bardziej turystycznej, niż wywiadowczo-śledczej. Jej towarzystwo zapewniała Yuzu, radośnie szczebiocąc o każdym miejscu i zagadując napotkanych Shinigami. Karin była tym trochę zażenowana. Okrzyki typu: - Czyż to nie panienka (Yuzu) Kurosaki, siostra naszego Kapitana!? Jestem bla bla, stopnia któregoś z oddziału X... Bla bla... A więc to panienki siostra!... Bla bla... Siostra i do to w dodatku bliźniaczka!? Jesteście zupełnie niepodobne so siebie.
Zazwyczaj w tym momencie Karin chciała dodać, że jest adoptowana. Gryzła język do krwii. Nie chciała, by Yuzu płakała, bo nie chce się do niej przyznawać. Jej siostra brała zbyt poważnie wszystko, co mówiła. "Ach, te latające potwory spaghetti".
Mijając kolejne budynki, zmierzały w kierunku jakiejś herbaciarni, gdzie Yuzu odkryła niesamowite słodycze. I nie mogła spocząć, dopóki nie sprezentowałaby ich siostrze.
Karin usłyszała trzask drewna o drewno. Odwróciła głowę. Ujrzała kilku shinigami, trenujących za pomocą kijów bō. Odruchowo jej ręka powędrowała do pasa. Zacisnęła palce czując nieprzyjemny skurcz w żołądku. Zatrzymała się.
- Yuzu poczekaj.
Jej siostra odwróciła się z pytaniem w oczach.
- Gdzie jest ta herbaciarnia?
- Ta droga prosto. Na skrzyżowaniu w lewo i do końca alejki. Ale czemu pytasz?
- Zapomniałam jednej rzeczy. Idź przodem, szybko Cię dogonię. Dobrze?
- Ale gdzie...? - Nie skończyła pytania, bo jej siostra już zniknęła. Pokręciła głową i ruszyła dalej.
Biegnąc z całych sił, Karin zmierzała w kierunku oddziału 11. To właśnie shinigami z tego oddziału dopadli ją jako pierwsi i skonfiskowali broń, wcześniej tłukąc ją na kwaśne jabłko.
Właściwie miecz był bezużyteczny nie posiadając ostrza, ale i tak czuła, że musi go odzyskać. W końcu miecz jest częścią jej duszy. Nawet jeśli jej dusza prezentuje sie tak beznadziejnie.
Wpadła do budynku oznaczonego numerem jedenaście.
Podeszła do mężczyzny siedzącego najbliżej drzwi. Facet spokojnie czyścił swoją uszczerbioną katanę. Na jego ciele było wiele blizn, a twarz wyrażała IQ na poziomie zera.
- Gdzie mam się udać, jeśli chce odzyskać moją broń?
- Co proszę? - Oderwał wzrok od miecza.
- Gdzie mam się udać, jeśli chce odzyskać MOJĄ broń?- powtórzyła z naciskiem.
- Broń? Dlaczego mamy mieć twoją broń?
- Bo kolesie z tego oddziału mi ją zabrali, zaraz po tym, jak stłukli mnie do nieprzytomności. Swoją drogą, trochę nieuczciwie, tuzin napakowanych goryli na mnie.
Facet zarechotał głośno. Bała się, ze w trakcie tej czynności wyleci któryś z pozostałych mu 9 zębów.
- Psia kość! To TY? Ej, idioci zawołacie tego drania XX! Przyszła ta siksa od miecza bez ostrza. Ta co jej nakopali w zeszłym tygodniu!
- To ona jeszcze żyje!?
Cały budynek zadrżał od rechotu. Mimowolnie poczuła, że robi się czerwona jak burak. Czekała kilka chwil, czując na sobie drwiące spojrzenia zebranych mężczyzn. W końcu trzasnęły drzwi i wszedł kolejny shinigami. Rozpoznała jego gębę. I swoje dzieło.
- Ładna blizna.
Mężczyzna mimowolnie sie skrzywił. Zapewne przypomniał sobie jej paznokcie na swojej twarzy.
- Czego chcesz, gówniaro? Życie Ci wciąż niemiłe? Żyjesz tylko przez znajomości. Powinnaś kisnąć w celi koło Aizena.
- Chcę mój miecz z powrotem.
- Ten bez ostrza? Co ty chcesz nim robić? Może Ci jedynie posłużyć za ozdobę na ścianie. I to tylko w przypadku, jak go nie będziesz wyciągać z pochwy.- Jego uśmiech  wyrażał ogromną pogardę do jej osoby. Znów rozległ rechot.
- Chce mój miecz z powrotem.- Powtórzyła. Nie czuła się na siłach, by walczyć, zwłaszcza z całym oddziałem. Znowu.
- Słyszałeś co powiedziała. - Usłyszała lodowaty głos zza swoich placów. - Każ jej powtórzyć po raz trzeci, a kolejne 50 lat spędzisz na patrolowaniu kanałów. Czy teraz zrozumiałeś?
Mężczyzna zbladł. Popatrzył z przestrachem na rozkazującą mu osobę.
- Tak jest! Proszę poczekać chwilkę, zaraz go przyniosę! - Szybko odwrócił się i dosłownie zwiał. Reszta shinigami też jakoś dziwnie wsiąkła w ściany.
- Nie potrzebowałam pomocy.
- Wystarczyłoby zwykłe "Dziękuję".
Przez chwilę stała nieruchomo. Nie chciała spojrzeć mu w twarz, lecz w końcu się zmusiła. Stał tuż obok. Dzięki sterczącym włosom wydawałoby się, że jest jej wzrostu, ale wiedziała dobrze, że był od niej niższy. Spojrzała mu w turkusowe oczy. Patrzył na nią uważnie. W jego oczach widziała jakąś drapieżność i... coś jeszcze.
 Nic się nie zmienił.
- Dziękuję, Toshiro.
- Ile razy mam to powtarzać. Nie jestem Toshiro, tylko Kapitan Hitsugaya!

Mimowolnie się uśmiechnęła.



~~~~~~~~~~~

Przepraszam, że tak długo mi zeszło. Okazuje się, że napisanie 40 stron pracy inżynierskiej jest dużo trudniejsze, gdy brak chęci i sił. A obiecałam sobie, że nie tknę opowiadania, dopóki jej nie skończę.
Dzięki temu miałam małą motywację i w końcu się udało.
Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze zagląda. Rozważam dodanie tego opowiadania na wattpad. Ale czy dojdzie to do skutku, jeszcze nie wiem.
Mam nadzieję, że rozdział się spodoba.