środa, 31 stycznia 2018

Rozdział X - Nie jest tak źle jak wygląda...






Szła w ciszy ściskając w rękach miecz. Nie miała bladego pojęcia jak znaleźć Yuzu, a w tym skotłowanym mieście pełnym reishi nie miała szans jej wyczuć.
Na szczęście Toshiro zaoferował się ją odprowadzić na miejsce. I tak oto skończyła, idąc 3 kroki za nim i wyklinając, że nie potrafi się odezwać. Mijali kolejne budynki. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Świat Shinigami również szykował się do snu. Toshiro przystanął i wskazał głową by spojrzała w bok.
- Niezła robota.- powiedział.
Podążyła za jego wzrokiem. Kilkanaście metrów dalej znajdował się budynek oddziału 1. A właściwie pół budynku, bo reszta była totalną ruiną rozrzuconą po okolicy.
- Nie myślałam, że tak Ichi-nii zaaraguje na moją nową fryzurę.- Odpowiedziała.
Chłopak spojrzał na nią przenikliwym wzrokiem. Dosłownie czuła jego lodowate spojrzenie na skórze.
- Twoje włosy się prawie nie zmieniły. Są może trochę dłuższe. To nie powód, by rozwalać kwaterę główną.
- To był sarkazm.
- Wiem.

Przez chwilę patrzyli na siebie.
- Jesteś trochę wyższa. - "Odkrywcze... Ciekawe czy za to mu przyznali rangę kapitańską?".
- Wiesz, minęło już trochę czasu od naszego ostatniego spotkania.- Założyła ręce na głowę i podeszła o niego z nonszalancją.- Zdałam egzaminy, niedługo zacznę chodzić do liceum. Za to u Ciebie niewielkie zmiany. Wciąż wyglądasz jak uczeń podstawówki. - Wytknęła mu.
- Nie mów, że wyglądam jak uczeń podstawówki!- Na jego czole wyskoczyła żyłka.- Trochę urosłem.- Dodał spokojniej.
- Gdzieś tyle. - Prawie załączyła swój palec wskazujący z kciukiem.
Chłopak patrzył na nią przez ułamek sekundy, po czym odwrócił się w przeciwną stronę i zaczął odchodzić.
- Ej! Gdzie ty idziesz? Miałeś mnie zaprowadzić do Yuzu?!
- Jesteś dużą dziewczynką, poradzisz sobie.- Machnął z taką samą nonszalancją ręką.
- Świetnie.
- Świetnie.

Odwróciła się na pięcie i ruszyła z przytupem. Ręce bezwiednie zacisnęły się w pięści, a stopy boleśnie uderzały w grunt. "Powinnam coś zrobić ze swoim ciętym językiem. I wybuchowym temperamentem. Znowu mam ochotę kogoś rozwalić". - Pomyślała.
- Słońce, do Yuzu w drugą stronę.- Usłyszała za sobą cichy głos Toshiro.
Strzeliła sobie mentalnego faceplam'a. Znów się odwróciła i ruszyła, mając nadzieję, że tym razem w dobrym kierunku. Minęła chłopaka który patrzył na nią z jakąś drwiną w oczach. Była zbyt wściekła by się przyjrzeć dokładnie. Po chwili usłyszała za sobą kroki.
"Po jakie licho za mną lezie? Dopiero co mówił, że mam sobie sama radzić!".
Przyspieszyła, żeby zgubić tego lodowego faceta. Ale nie mogła. Cały czas czuła jego zimne spojrzenie na karku. Najwidoczniej nie miał zamiaru się odczepić.
W końcu puściła się pełnym biegiem. Jej wrodzona gibkość i prędkość potrafiła zmylić na boisku niejednego. Ale nie w tym przypadku. Zapomniała już, że to Toshiro był lepszym graczem od niej. W tych kilku meczach, które razem odbyli grali do jednej bramki nie miała szans poznać jego pełnych możliwości.
W końcu wbiegła w jakaś wąską uliczkę i skryła się za płotem. Przywarła plecami do szorstkiej ściany starając się uspokoić oddech. 
- Chyba ostatnio zbyt często uciekam.- Westchnęła.
- Racja.

Prawie padła ze strachu. Koło niej stał białowłosy. Wyglądał nienagannie, podczas gdy na jej czole gromadziły się krople potu, włosy miała rozwiane, a policzki czerwone. 
- Jak?
- Normalnie. Podczas gdy ty biegałaś jak oszalała po okolicy, ja po prostu czekałem aż się zmęczysz.
- Ty mał...
- Nie zaczynaj znowu.- Posłał jej ostre spojrzenie. Zmroziło ją całkowicie. Czuła lód nawet w palcach u stóp. Momentalnie ochłonęła. Zmęczona zjechała po ścianie i przykucnęła oddychając ciężko.
- Jesteś ...- Chłopak nie dał jej dokończyć.
- Błagam, nie zaczynaj! Wpierw mnie obrażasz, potem się wściekasz, a na końcu uciekasz. Gdy coś nie idzie po twojej myśli, znów obrażasz. Co jest z tobą nie tak dziewczyno? Wpadasz w jakąś niekończącą się pętlę błędów, licząc, że jakimś cudem skończy się to dobrze. To nigdy nie zadziała.
Skulona patrzyła przez siebie i wsłuchiwała się w przyspieszone bicie serca.
- Przepraszam... Po prostu... Ostatnio wszytko jest nie tak jak powinno.
- Rozumiem. Każdy ma taki moment w życiu, gdy nic nie idzie jak trzeba.
- Też taki miałeś? - Zerknęła w jego stronę badającym wzrokiem. Chłopka się lekko spiął, a na jego twarz padł jakiś cień.
- Może...? - Odpowiedział zdawkowo.- Chodź nie ma sensu tu tak sterczeć. Twój brat wyśle całą kompanię jeśli się nie pojawisz z siostrą na kolacji.
            Podał jej rękę.


**********


- Tak się strasznie martwiłam.- Yuzu wcinała chyba 4 porcję ciasta z truskawkami. Wcale nie wyglądała na zmartwioną.
- Właśnie widzę.
- Naprawdę się martwiłam.- Bliźniaczka powtórzyła.- Skąd miałam wiedzieć, że jesteś ze swoim chłopakiem. 
- Nie jesteśmy parą!- Krzyknęli równocześnie.
Yuzu spojrzała na nich swoimi wielkimi brązowymi oczami. Czaiło się w nich coś na miarę "Tak, tak ja wiem swoje".
Karin złapała ją za rękę.
- Wybacz, muszę ją wziąć na stronę.
Toshiro kiwną głową. Jego źrenice zrobiły się dwa razy większe gdy spojrzał na menu. Dziewczyny oddaliły się od niego na kilka metrów.
- Żałuj, że nie spróbowałaś tego truskawkowego.- Jasnowłosa wskazała na stolik, z leżącym na nim talerzem z okruszkami i resztką masy.
- Jakbyś wszystkich nie zjadła, to bym może spróbowała.
- Powtarzam: Martwiłam się. Co zrobić, że gdy się martwię to jem. Przez Ciebie będę gruba.- Przymknęła oczy i złapała się za głowę.- Z resztą byłaś zajęta innymi słodkościami. Słyszałam o wybornych lodziarniach w okolicy 10 Oddziału.
- O czym ty teraz...?- Jej serce stanęło. Szybko spojrzała w stronę Białowłosego. Na szczęście stał jak wcześniej i dalej wpatrywał się w menu. Najwidoczniej nie usłyszał jej aluzji o "niezłych lodach".- Yuzu, czy mogłabyś mi odpuścić i dać sobie spokój z takimi tekstami.
- Nie, bo skończysz jako stara panna z 10 kotami. Ja chcę być ciocią.
- Już o tym gadałyśmy. Pomóż Ichigo. Ja sobie poradzę. I  na tym koniec. A teraz wracamy do domu Byakuyi.
- Nie mów tak po prostu "Byakuya" o Byakuya-sama. Miej troszkę szacunku do niego! W końcu nas ugościł.- Karin puściła to mimo uszu i ruszyła do ciągle zmrożonego Toshiro. Pociągnęła go za kołnierz i wyprowadziła z kawiarenki. Nie rozumiała co takiego sprawiło, że jego nogi odmówiły posłuszeństwa i musiała go tak mocno ciągnąć. Katem oka zauważyła napis "Koktajl Arbuzowy Raj" i coś o "Arbuzowych galaretkach". Pożegnała grzecznie właścicielkę i przeprosiła za potwora, jakim okazała się jej żarłoczna siostra. Kobieta uśmiechnęła się tylko serdecznie, skłoniła i zaprosiła ponownie.
Powrotny spacer minął szybko i bezpiecznie. Yuzu opóźniała ich jak się dało, cięgle wytykając, że spędzili czas ze sobą, planując kwiaty na wesele siostry i wymieniając coraz to romantyczniejsze miejsca jakie znalazła w SS w ciągu swojego pobytu.
Karin miała już serdecznie dość tego radosnego szczebiotania. Zwłaszcza, że już bardziej by wolała wstąpić do Zakonu Tych Przygłupich Shinigami niż wyjść za mąż. Totalnie nie wiedziała się w takiej roli. Zadrżała na samą myśl.
- Dobra Yuzu! Albo skończysz natychmiast, albo moją druhną zostanie Rukia. I nie będzie tortu z truskawkami.
Jasnowłosa aż się zapowietrzyła.
- Nie zrobisz mi tego!- Wydusiła.
- ZrobiMY. - Dodał Toshiro. Chyba wyłapał podstęp, bo złapał ją za rękę. Zrobiła się calusieńka czerwona na twarzy. Niczym włosy porucznika Byakuyi o imieniu Renji.- Idziemy. Muszę być pewny, że dotarłaś bezpiecznie do posiadłości Kuchiki.
Karin ruszyła ciągnięta przez niego. Po chwili dobiegła do nich zmartwiona Yuzu. Kilka razy otwierała usta, ale przez całą drogę do końca nie odezwała się ani słowem.

W końcu dotarli do wielkich wrót posiadłości. Yuzu uśmiechnęła się, przytuliła Toshiro, nie przejmując się jego cichymi okrzykami sprzeciwu. Po chwili znikła w środku.
Została z nim tylko Karin. Postanowiła się pierwsza odezwać.

- Dzięki za wszytko. I za miecz.
- Nie ma sprawy. Karin ja... -Zawahał się.- Znaczy MY... znajdziemy tego co ci to zrobił. To się nigdy nie powinno stać. Obiecuje, że spotka go zasłużona kara. Na razie nie mamy może zbyt wielu śladów, ale nasi najlepsi ludzie nad tym pracują. Jest  jeszcze Urahara.
- Na pewno się znajdzie. W końcu popełni jakiś błąd i BANG!- Strzeliła pięścią w druga rękę imitując uderzenie.

- W takim wypadku pozostaje jeszcze raz podziękować. I życzyć dobrej nocy. Raczej się już nie spotkamy. Pewnie już słyszałeś, ale jutro z rana wracamy do Świata Ludzi.- Uśmiechnęła się.- Do domu.
- Obiło mi się o uszy. Dobranoc... I mimo twoich słów do zobaczenia.- Kąciki jego ust lekko podniosły się do góry.
Kiwnęła tylko głową na pożegnanie.
Patrzyła się na jego oddalającą się sylwetkę. W końcu znikła w ciemnościach." Żegnaj Toshirou... Ale zaraz...?".

- Jak to "do zobaczenia"?




~~~~~~~~~~

Straciłam całkowicie poczucie czasu i dlatego tak późno pojawił się ten rozdział. No i jest trochę krótki, w stosunku do tych normalnych. Musicie mi wybaczyć.
Ale zdążyłam w styczniu XD
No i jest trochę Toshiro. Początkowo miałam w planie, że jego rola zacznie się tak naprawdę w PRZYSZŁYM rozdziale, no ale... Wpierw muszę go napisać XD